Lothis to strona odkrywająca tajemne zakamarki mojej dusz, pragnień, rozmytych czasem wspomnień. Lothis jest imieniem niczym ze snów, odległym lecz realnym. Lothis jest natchnieniem, bo gdzieś w studniach głębi na dnie źródeł ciemnych żyje mocna siła wyobraźni, siła jakiej nigdy nie rozumiałem. Ogień który nie wypalił się, lecz płonie, a jego dzikie płomienie ranią zarazem dając mi siłę.
czwartek, 7 lutego 2013
Strefa mrocznej poezji
Właściwie nie wiem co jest takiego w mroku, że od wieków pociąga ludzi. Mrok ma tajemnice, niezbadane tereny na które wchodzimy. Pociągające odmęty oceanów jakich nie znamy. Jest to miejsce w którym samotność nabiera niemal magicznego znaczenia. Oto i strefa do której wkrada się smutek, ale i nadzieja. Strach, magia, ale i wielka siła ludzkiej determinacji. Nie znajdziemy tu oświecenia, lecz możliwe, że sama symbolika niektórych tekstów pozwoli nam dotknąć i poczuć czym jest ciemna strona życia.... sirAzgar
Mistyk świata
Oto nastał
dzień wielkiego zgromadzenia. Przybyli wszyscy zaproszeni goście,
wielki przepych jak towarzyszył uroczystości, był miarą ważności sprawy i
celu w jakim się spotkano.
Ogromna sala i tłumy ciekawych gapiów, po środku sześć foteli w których zasiedli mistrzowie i mistycy świata oraz ducha. Każdy z nich reprezentował jeden miliard ludzi, żyjących aktualnie na ziemi.
Zapadła cisza, w stronę delegatów świata podążał Najwyższy Sędzia, do niego należało rozstrzyganie wszelkich spraw wagi światowej. Tym razem jednak poproszono go, aby poprowadził i kontrolował przebieg dyskusji.
Staną pośrodku sali i zaczął mówić.
- Bracia i siostry, wy wszyscy zgromadzeni w imię nieodgadnionego. Oto otwieram dyskusje, która ma na celu ustalenie racji i światopoglądu dotyczącego spraw ducha i życia. Ta nacja, która wysunie najbardziej przekonywujące argumenty swoich wierzeń i przekona całą resztę do swoich racji, wygra odwieczny spór. Tą religie przyjmie cała reszta jako jedynie prawdziwą i święcie obowiązującą na całym świecie. Nareszcie zakończy się ten teologiczny spór. Oddaje głos Mistykowi Boga Jedynego.
- Bracia jam jest tym, który zna prawdę, a jest ona opisana w starych księgach pozostawionych przez wielkich proroków. Bóg jest jeden, za dobro nagradza, a za zło karze. Daje łaskę wiary komu chce, tak jak dał ją mi. Po śmierci za nasze uczynki zostaniemy nagrodzeni, lub ukarani, a wyrok będzie wieczny. Nawracajcie się dopóki Pan daje czas na poprawę, ja was poprowadzę ku zbawieniu, chwała Panu.
Na to odezwał się Mistyk Materialności.
- Skąd bracie mam wiedzieć, że to co mówisz jest prawdą, a pisma które cytujesz pokazują prawdę. Ja, ani nikt z moich braci w wierze nie widział nigdy twojego Boga. Nawet jednego słowa od niego nie usłyszałem. Jeżeli on kryje się przed nami, to dlaczego mam wierzyć tobie tylko na słowo. Czemu ty mi nie zaufasz w moim postrzeganiu. Spójrz oto cały świat i co widzisz. Ludzi, zwierzęta, domy, przedmioty. Ja wierze w to co widzę, a wzrok nie myli ani ciebie, ani mnie. Moja wiara polega na poznaniu tego co można ujrzeć, dotknąć, powąchać, usłyszeć.
Sam w wielu przemówieniach twierdziłeś, że Boga nie można poznać jest zbyt potężny.
Ja oferuje poznanie dla każdego na miarę jego możliwości, ty chcesz bym szukał ulotnego.
Wiem, że to ja mam racje.
- Ty masz racje - odezwał się Mistyk Odrodzenia. - Ślepy jesteś, trzeba szuka rzeczy wielkich, a nie prostych. Dusze mamy, które wędrują w wiecznej tułaczce. Odradzamy się po śmierci w innych ciałach, czasami w lepszych, a czasami w gorszych. To kim staniemy się w następnym wcieleniu jest tajemnicą niepoznawalną, lecz zarazem wyznacznikiem tego jakie były nasze uczynki. Kto sieje dobro stanie się piękniejszy i bardziej świadomy karmy w następnym odrodzeniu. Zaś kto siał zło odziedziczy ułomność. Dusza jego oblecze się w ciało zwierzęcia, stanie się pośmiewiskiem, oraz sługą ludzi. Więc czyńcie dobro i oddajcie hołd jedynej i prawdziwej wierze w odradzanie.
Śmiech przerwał wypowiedz Mistyka Odrodzenia.
- O czym ty mówisz człowieku, czym jest dobro i zło jak nie dziedzictwem starych wierzeń, które powoli odchodzą w zapomnienie. My jesteśmy wyznacznikiem praw, a nie stare pisma na które się powołujesz i przytaczasz jako jedynie prawdziwe - oto Mistyk Ciemności zabrał głos.
- Jakże ułomni jesteście, w tym co mówicie. Prawda jest taka, że każdy z nas czyni ten świat bardziej okrutnym i brutalnym. Ciemność jest prawdą, gdyż to ona władała wszechświatem przez
wieczność. Światłość to tylko skaza na firmamencie Pana Mroku. Kto daje ludziom całkowitą wolność i chroni od praw zakazujących swobodne cieszenie się z życia. On jest tym, który omiata ziemie spojrzeniem, ci którzy mu służą wyzwoleni są z grzechów, zrzucanych przez was na wyznawców waszych bogów. Wiją się potem w swych żądzach, rozrywani namiętnościami nie do zaspokojenia. Przecież za nieposłuszeństwo, grozi kara wiecznego ognia.
Chcecie ludzi uczynić niewolnikami, ja proponuje prawdziwą wolność łączoną z oddaniem hołdu, jedynemu prawdziwemu władcy Księciu Ciemności. On wskaże wam drogę.
To kogo ty nazywasz władcą dla nas jest przyrodą, nie wierzymy w inteligentnego opiekuna świata pochodzącego z ciemności, czy nawet z jasności. Dla nas te siły wymieszane co prawda w splocie przyrody i natury reprezentują moc, którą czerpiemy z żywiołów ziemi. Skoro otrzymujemy tą moc, to znaczy że nie możemy się mylić w naszej wierze - teraz przemawiał Mistyk Natury. Wyciągną ręce w przestworza i krzykną.
- Poczujcie wiatr, poczujcie ogień, zaczerpnijcie wodę, dotknijcie ziemi. Oto prawda, którą wam przynoszę, który z was może równać się mocą natury. Żar słońca, blada poświata księżyca, lata i zim, która z waszych wiar potrafi powstrzymać pory roku, tylko natura bracia. Przekazuje wam mądrość jakiej nie znacie i oferuje wiarę najlepszą z tych, które dzisiaj reprezentowaliście.
- Chym....- Wielki Sędzia zabrał głos - nie słyszeliśmy jeszcze naszego ostatniego gościa.
Oczy zebranych skierowały się na milczącego człowieka, a był to Mistyk Słowa.
- Ja...ja nie wiem co mam powiedzieć - zdziwienie ogarnęło wszystkich zgromadzonych.
- Zaproponuj swoją wiarę -ponaglił Sędzia.
- Dobrze - odpowiedział - opowiem o moich spostrzeżeniach. Szedłem na to spotkanie zakłopotany, gdyż nie wiedziałem co zaproponować jako wiarę dla całej ludzkości. Nie wiem dla czego nazywacie mnie mistykiem, nie czuje się nim. Nie mam pojęcia o jakiej mojej mądrości mówicie, ja w sobie jej nie dostrzegam. Nie rozumiem, dlaczego miliard ludzi podąża ścieżką mojego życia i czemu wybrali mnie na swojego przedstawiciela. Mam przedstawić swoją wiarę to trudne, ale mogę opowiedzieć jak żyje. Na firmamencie nieba widzę słońce i księżyc, dzień i noc. Potem patrze na wasze wiary i dostrzegam jedynego Boga tworzącego jasność, dzień. Po nim nadchodzi Książe Ciemności, noc jego dziełem. Dzień daje ciepło, noc chłód. Czuje wtedy potęgę i moc natury. Spoglądam na pory roku, dnie i noce patrząc jak się odradzają, a wszystko co widzę jest tak samo duchowe jak i materialne. Dla tego uważam, że wszyscy macie w dużym stopniu racje, wspólnie tworzycie jedną wielką wiarę, po co zmieniać ten stan rzeczy. Wybierając jedną z wiar świat zubożeje w wielkie mądrości i wiedzę. Taka jest moja wiara.
Zapanowała cisza gdzie nie gdzie dało się słyszeć szepty zebranych widzów. Wielki Sędzia znów oddał głos mistykom świata. Dyskusja trwała jeszcze wiele godzin, tylko Mistyk Słowa nie zabrał więcej głosu. Nadszedł czas na głosowanie, każdy mistyk miał na kartce napisać wiarę na którą będzie głosował, oprócz tej którą reprezentuje sam. Wierzenie na które padnie najwięcej głosów będzie ogłoszone wiarą całego świata. Gdy głosy zostały zebrane Wielki Sędzia przejrzał wyniki i staną na środku zgromadzenia, by ogłosić werdykt.
- Szanowni zgromadzeni w wyniku głosowania nowo przyjętą wiarą, a zarazem jedynie prawdziwą zostaje wiara, którą przekazał nam Mistyk Słowa. Na sześć oddanych głosów, pięć popiera wyżej wymienioną wiarę, a jedna kartka była czysta bez oddania głosu.
- Niech żyje nowa prawdziwa, wybrana w wolnych wyborach religia.
- Niech przemówi ten, który ukazał nam słuszną ścieżkę, którą mamy podążać.
Mistyk Słowa wstał i zawołał.
- Ludzie co wy ode mnie chcecie, czy wy nic nie rozumiecie, ja nic nie proponowałem. Wyraziłem tylko swoje zdanie, że sam nie wiem co jest dobre, a co złe, która filozofia jest prawdą, a która kłamstwem. Ja nic nie wiem.
Wielki Sędzia spojrzał na mistyka. - Wiec o tym człowieku, że zostałeś wybrany jako ten, który postrzega świat najbardziej prawdziwie. Ogłaszam z dniem dzisiejszym, że od teraz obowiązuje na świecie religia Mistyka Słowa, zebranie ogłaszam za zamknięte.
Wielki tłum rozszedł się, każdy do swoich domów i codziennych obowiązków, rozeszli się też wszyscy mistycy.
Mistyk Jedynego Boga wracał wraz ze swoim uczniem leśną ścieżką, obaj milczeli.
Jednak uczeń nie wytrzymał tej ciszy i spytał, dlaczego tak się stało, że wygrał Mistyk Słowa.
Mistrz zatrzymał się i zbeształ ucznia za to, że nic nie rozumie.
- Czy nie słyszałeś jak pięknie przemawiał Mistyk Natury, opowiadał piękne i wzniosłe rzeczy. Jego usta jak najpiękniejsze dzwony rozbrzmiewały w mojej duszy, jak bym był szczery to zagłosował bym na niego.
- Czemu tego nie zrobiłeś mistrzu - uczeń nie dawał za wygraną.
- Czemu, ty pytasz czemu? A co miałem powiedzieć wszystkim tym, których przez te wszystkie lata kierowałem naszą drogą. Chciałeś bym powiedział tym, którzy mi ufali, że od dziś mają wierzyć w naturę. Nie, ja po prostu musiałem ratować naszą religie głosując na Mistyka Słowa.
- Ale przecież on wygrywając nie zmienił nic w świecie. Wszystko zostało po staremu.
- I tak powinno być - warkną mistyk. - Jeżeli nie możesz wygrać, to chociaż nie przegraj.
Podobne rozmowy toczyli wszyscy mistycy w drodze powrotnej ze swoimi uczniami, każdy był zafascynowany innym mistykiem, poruszony i wzruszony wrogimi naukami. Lecz czy religia nie jest najważniejsza, może dlatego wygrał Mistyk Słowa. Każdy głosując na niego wybrał siebie. Tylko ów Mistyk siedział na opustoszałej już sali zamyślony, nie rozumiał nic z tego co on właściwie takiego powiedział.
sirAzgar
Ogromna sala i tłumy ciekawych gapiów, po środku sześć foteli w których zasiedli mistrzowie i mistycy świata oraz ducha. Każdy z nich reprezentował jeden miliard ludzi, żyjących aktualnie na ziemi.
Zapadła cisza, w stronę delegatów świata podążał Najwyższy Sędzia, do niego należało rozstrzyganie wszelkich spraw wagi światowej. Tym razem jednak poproszono go, aby poprowadził i kontrolował przebieg dyskusji.
Staną pośrodku sali i zaczął mówić.
- Bracia i siostry, wy wszyscy zgromadzeni w imię nieodgadnionego. Oto otwieram dyskusje, która ma na celu ustalenie racji i światopoglądu dotyczącego spraw ducha i życia. Ta nacja, która wysunie najbardziej przekonywujące argumenty swoich wierzeń i przekona całą resztę do swoich racji, wygra odwieczny spór. Tą religie przyjmie cała reszta jako jedynie prawdziwą i święcie obowiązującą na całym świecie. Nareszcie zakończy się ten teologiczny spór. Oddaje głos Mistykowi Boga Jedynego.
- Bracia jam jest tym, który zna prawdę, a jest ona opisana w starych księgach pozostawionych przez wielkich proroków. Bóg jest jeden, za dobro nagradza, a za zło karze. Daje łaskę wiary komu chce, tak jak dał ją mi. Po śmierci za nasze uczynki zostaniemy nagrodzeni, lub ukarani, a wyrok będzie wieczny. Nawracajcie się dopóki Pan daje czas na poprawę, ja was poprowadzę ku zbawieniu, chwała Panu.
Na to odezwał się Mistyk Materialności.
- Skąd bracie mam wiedzieć, że to co mówisz jest prawdą, a pisma które cytujesz pokazują prawdę. Ja, ani nikt z moich braci w wierze nie widział nigdy twojego Boga. Nawet jednego słowa od niego nie usłyszałem. Jeżeli on kryje się przed nami, to dlaczego mam wierzyć tobie tylko na słowo. Czemu ty mi nie zaufasz w moim postrzeganiu. Spójrz oto cały świat i co widzisz. Ludzi, zwierzęta, domy, przedmioty. Ja wierze w to co widzę, a wzrok nie myli ani ciebie, ani mnie. Moja wiara polega na poznaniu tego co można ujrzeć, dotknąć, powąchać, usłyszeć.
Sam w wielu przemówieniach twierdziłeś, że Boga nie można poznać jest zbyt potężny.
Ja oferuje poznanie dla każdego na miarę jego możliwości, ty chcesz bym szukał ulotnego.
Wiem, że to ja mam racje.
- Ty masz racje - odezwał się Mistyk Odrodzenia. - Ślepy jesteś, trzeba szuka rzeczy wielkich, a nie prostych. Dusze mamy, które wędrują w wiecznej tułaczce. Odradzamy się po śmierci w innych ciałach, czasami w lepszych, a czasami w gorszych. To kim staniemy się w następnym wcieleniu jest tajemnicą niepoznawalną, lecz zarazem wyznacznikiem tego jakie były nasze uczynki. Kto sieje dobro stanie się piękniejszy i bardziej świadomy karmy w następnym odrodzeniu. Zaś kto siał zło odziedziczy ułomność. Dusza jego oblecze się w ciało zwierzęcia, stanie się pośmiewiskiem, oraz sługą ludzi. Więc czyńcie dobro i oddajcie hołd jedynej i prawdziwej wierze w odradzanie.
Śmiech przerwał wypowiedz Mistyka Odrodzenia.
- O czym ty mówisz człowieku, czym jest dobro i zło jak nie dziedzictwem starych wierzeń, które powoli odchodzą w zapomnienie. My jesteśmy wyznacznikiem praw, a nie stare pisma na które się powołujesz i przytaczasz jako jedynie prawdziwe - oto Mistyk Ciemności zabrał głos.
- Jakże ułomni jesteście, w tym co mówicie. Prawda jest taka, że każdy z nas czyni ten świat bardziej okrutnym i brutalnym. Ciemność jest prawdą, gdyż to ona władała wszechświatem przez
wieczność. Światłość to tylko skaza na firmamencie Pana Mroku. Kto daje ludziom całkowitą wolność i chroni od praw zakazujących swobodne cieszenie się z życia. On jest tym, który omiata ziemie spojrzeniem, ci którzy mu służą wyzwoleni są z grzechów, zrzucanych przez was na wyznawców waszych bogów. Wiją się potem w swych żądzach, rozrywani namiętnościami nie do zaspokojenia. Przecież za nieposłuszeństwo, grozi kara wiecznego ognia.
Chcecie ludzi uczynić niewolnikami, ja proponuje prawdziwą wolność łączoną z oddaniem hołdu, jedynemu prawdziwemu władcy Księciu Ciemności. On wskaże wam drogę.
To kogo ty nazywasz władcą dla nas jest przyrodą, nie wierzymy w inteligentnego opiekuna świata pochodzącego z ciemności, czy nawet z jasności. Dla nas te siły wymieszane co prawda w splocie przyrody i natury reprezentują moc, którą czerpiemy z żywiołów ziemi. Skoro otrzymujemy tą moc, to znaczy że nie możemy się mylić w naszej wierze - teraz przemawiał Mistyk Natury. Wyciągną ręce w przestworza i krzykną.
- Poczujcie wiatr, poczujcie ogień, zaczerpnijcie wodę, dotknijcie ziemi. Oto prawda, którą wam przynoszę, który z was może równać się mocą natury. Żar słońca, blada poświata księżyca, lata i zim, która z waszych wiar potrafi powstrzymać pory roku, tylko natura bracia. Przekazuje wam mądrość jakiej nie znacie i oferuje wiarę najlepszą z tych, które dzisiaj reprezentowaliście.
- Chym....- Wielki Sędzia zabrał głos - nie słyszeliśmy jeszcze naszego ostatniego gościa.
Oczy zebranych skierowały się na milczącego człowieka, a był to Mistyk Słowa.
- Ja...ja nie wiem co mam powiedzieć - zdziwienie ogarnęło wszystkich zgromadzonych.
- Zaproponuj swoją wiarę -ponaglił Sędzia.
- Dobrze - odpowiedział - opowiem o moich spostrzeżeniach. Szedłem na to spotkanie zakłopotany, gdyż nie wiedziałem co zaproponować jako wiarę dla całej ludzkości. Nie wiem dla czego nazywacie mnie mistykiem, nie czuje się nim. Nie mam pojęcia o jakiej mojej mądrości mówicie, ja w sobie jej nie dostrzegam. Nie rozumiem, dlaczego miliard ludzi podąża ścieżką mojego życia i czemu wybrali mnie na swojego przedstawiciela. Mam przedstawić swoją wiarę to trudne, ale mogę opowiedzieć jak żyje. Na firmamencie nieba widzę słońce i księżyc, dzień i noc. Potem patrze na wasze wiary i dostrzegam jedynego Boga tworzącego jasność, dzień. Po nim nadchodzi Książe Ciemności, noc jego dziełem. Dzień daje ciepło, noc chłód. Czuje wtedy potęgę i moc natury. Spoglądam na pory roku, dnie i noce patrząc jak się odradzają, a wszystko co widzę jest tak samo duchowe jak i materialne. Dla tego uważam, że wszyscy macie w dużym stopniu racje, wspólnie tworzycie jedną wielką wiarę, po co zmieniać ten stan rzeczy. Wybierając jedną z wiar świat zubożeje w wielkie mądrości i wiedzę. Taka jest moja wiara.
Zapanowała cisza gdzie nie gdzie dało się słyszeć szepty zebranych widzów. Wielki Sędzia znów oddał głos mistykom świata. Dyskusja trwała jeszcze wiele godzin, tylko Mistyk Słowa nie zabrał więcej głosu. Nadszedł czas na głosowanie, każdy mistyk miał na kartce napisać wiarę na którą będzie głosował, oprócz tej którą reprezentuje sam. Wierzenie na które padnie najwięcej głosów będzie ogłoszone wiarą całego świata. Gdy głosy zostały zebrane Wielki Sędzia przejrzał wyniki i staną na środku zgromadzenia, by ogłosić werdykt.
- Szanowni zgromadzeni w wyniku głosowania nowo przyjętą wiarą, a zarazem jedynie prawdziwą zostaje wiara, którą przekazał nam Mistyk Słowa. Na sześć oddanych głosów, pięć popiera wyżej wymienioną wiarę, a jedna kartka była czysta bez oddania głosu.
- Niech żyje nowa prawdziwa, wybrana w wolnych wyborach religia.
- Niech przemówi ten, który ukazał nam słuszną ścieżkę, którą mamy podążać.
Mistyk Słowa wstał i zawołał.
- Ludzie co wy ode mnie chcecie, czy wy nic nie rozumiecie, ja nic nie proponowałem. Wyraziłem tylko swoje zdanie, że sam nie wiem co jest dobre, a co złe, która filozofia jest prawdą, a która kłamstwem. Ja nic nie wiem.
Wielki Sędzia spojrzał na mistyka. - Wiec o tym człowieku, że zostałeś wybrany jako ten, który postrzega świat najbardziej prawdziwie. Ogłaszam z dniem dzisiejszym, że od teraz obowiązuje na świecie religia Mistyka Słowa, zebranie ogłaszam za zamknięte.
Wielki tłum rozszedł się, każdy do swoich domów i codziennych obowiązków, rozeszli się też wszyscy mistycy.
Mistyk Jedynego Boga wracał wraz ze swoim uczniem leśną ścieżką, obaj milczeli.
Jednak uczeń nie wytrzymał tej ciszy i spytał, dlaczego tak się stało, że wygrał Mistyk Słowa.
Mistrz zatrzymał się i zbeształ ucznia za to, że nic nie rozumie.
- Czy nie słyszałeś jak pięknie przemawiał Mistyk Natury, opowiadał piękne i wzniosłe rzeczy. Jego usta jak najpiękniejsze dzwony rozbrzmiewały w mojej duszy, jak bym był szczery to zagłosował bym na niego.
- Czemu tego nie zrobiłeś mistrzu - uczeń nie dawał za wygraną.
- Czemu, ty pytasz czemu? A co miałem powiedzieć wszystkim tym, których przez te wszystkie lata kierowałem naszą drogą. Chciałeś bym powiedział tym, którzy mi ufali, że od dziś mają wierzyć w naturę. Nie, ja po prostu musiałem ratować naszą religie głosując na Mistyka Słowa.
- Ale przecież on wygrywając nie zmienił nic w świecie. Wszystko zostało po staremu.
- I tak powinno być - warkną mistyk. - Jeżeli nie możesz wygrać, to chociaż nie przegraj.
Podobne rozmowy toczyli wszyscy mistycy w drodze powrotnej ze swoimi uczniami, każdy był zafascynowany innym mistykiem, poruszony i wzruszony wrogimi naukami. Lecz czy religia nie jest najważniejsza, może dlatego wygrał Mistyk Słowa. Każdy głosując na niego wybrał siebie. Tylko ów Mistyk siedział na opustoszałej już sali zamyślony, nie rozumiał nic z tego co on właściwie takiego powiedział.
sirAzgar
środa, 6 lutego 2013
December's fire
December's fire - Pragnę twej krwi
Słyszę jak idziesz
Zbliżasz się nieśmiało
Czuję jak strach bije Twym Sercem
Czuję i czekam...
Spójrz w dół,a grób mój zobaczysz
W marmurze rzeźbiony, cieniem oblany
Spójrz tam,a ujrzysz serce me krwawe
Co płonie, choć chłodem skąpane
Nie bój się...
Chodź bliżej i klęknij...
Klęknij i wyciągnij swoją rękę...
Złote otwórz wrota...
A otrzymasz czego chciałaś!
Zatopiony w bryle lodu
Otulony nieczułością
Zrywam kwiaty z pól rozkoszy
Zatopiony w bryle lodu
Otulony samotnością
Spijam nektar z pucharów żądz
Pragnę Twej krwi!
Młodej i gorącej...
Pragnę Twej duszy!
Naiwnej i kwitnącej...
Więc nie bój się
Uklęknij...
Uklęknij i otwórz swe żyły!
Theatre of tragedy
Theatre of Tragedy ...A Distance There Is...(lyrics)
...To odległość...
Wejdź do środka z tego deszczu, mówisz - ale nigdy się nie odsuwasz;
A ja jestem uwięziona -
To odległość...
Nikt, poza mną i moim sztyletem - bębnienie na dachu:
Patrz! - to nie deszcz; to powinnam być ja -
Nie skosztuję twego wina dobrego rocznikiem, mój drogi;
Zważ na mą niewinność, mimo to narażasz swoją dziewczynę na niebezpieczeństwo
-
Pozwalasz mi się sparzyć;
Me serce jest kruche, ma blada skóra rumieni się.
Gdy ukryłeś swoje łzy, "Wróć!", mówisz -
Więc wkrótce jestem przy tobie - lecz jakże mam biec, gdy me kości, me serce!
Porawłeś ty! -
Lecz biegnij, mówisz; Biegnę -
I wtedy dostrzegam, że nadejdzie chwila, gdy znów martwą będę.
Mówisz, bym niezwłocznie odeszła -
Odchodzę z mym sztyletem i dłońmi pełnymi łez;
Oto! - cienie, niebo - nadchodzi;
Więc przez ślad po uderzeniu idę, później biegnę i wtapiam się w mrok.
W mym umyśle, w którym to się dzieje,
Ale wydaje się, że nic się nie zmieni?!
Po tych wszystkich latach pozwoliłeś mi upaść w uczuciową otchłań -
Ciemny, przemoczony, drapowany aksamit otula mnie,
Odwraca moje uczucia od naszego ignoranckiego świata:
Wszystkie wspaniałe, wspólnie przeżyte chwile, ostrożnie odsuwam na bok -
...to odległość...
Deszcze - K.K. Baczyński
Muzyka Adrian von Ziegler
Deszcze - K.K. Baczyński
Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.
Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej
bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?
w ogrody wód, w jeziora żalu,
w liście, w aleje szklanych róż.
I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.
A ty u okien jeszcze marzysz,
nagrobku smutny. Czasu napis
spływa po mrocznej, głuchej twarzy,
może to deszczem, może łzami.
I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.
I to, że winy niepowrotne,
a jedna drugą coraz woła,
i to, jakbyś u wrót kościoła
widzenie miał jak sen samotne.
I stojąc tak w szeleście szklanym,
czuję, jak ląd odpływa w poszum.
Odejdą wszyscy ukochani,
po jednym wszyscy - krzyże niosąc,
a jeszcze innych deszcz oddali,
a jeszcze inni w mroku zginą,
staną za szkłem, co jak ze stali,
i nie doznani miną, miną.
I przejdą deszcze, zetną deszcze,
jak kosy ciche i bolesne,
i cień pokryje, cień omyje.
A tak kochając, walcząc, prosząc
stanę u źródeł - studni ciemnych,
w groźnym milczeniu ręce wznosząc,
jak pies pod pustym biczem głosu.
Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.
Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.
Blaski przeszłości
Blaski przeszłości
Piękno zrodziło myśl o bólu
Tęsknota, zazdrość i nieprawość
Schyliłem twarz ku marnej glebie
I w swym cierpieniu zapłakałem
Łzy jak sztylety ranią ziemie
I sam już nie wiem co do było
Czy krwawe wizje, czy zwykłe cienie
I w swym cierpieniu tak wciąż płakałem
sirAzgar
Wrota ciemności
Wrota Ciemności
Krwią byłem, świat przemierzałem
Wśród istnień ponurych, życiem spętanych
Szukałem wyzwolenia, lecz spotkałem ciebie
Zamieram na zawsze, ostatnie spojrzenie
Nadeszła chwila tak oczekiwana
Świat odszedł w nicość, brama roztrzaskana
Tu spokoju nie ma, zaznam chwile pustki
Patrzą na mnie w mrokach istoty niechciane
Kim byłem, kim jestem i kim się kiedyś stanę
Kostuchy płaszcza tak chętnie łapałem
Teraz juz jej niema, nigdy nie powróci
Stanąłem dumnie twarz w przestworza wznosząc
I w dłonie klasnąłem w ciemności i mroku
Tańczyłem w tej pustce, pieśni dzikie nucąc
Tutaj jestem Panem, choć tego nie chciałem
Krwią byłem, świat przemierzałem
Wśród istnień ponurych, życiem spętanych
Szukałem wyzwolenia, lecz spotkałem ciebie
Zamieram na zawsze, ostatnie spojrzenie
Nadeszła chwila tak oczekiwana
Świat odszedł w nicość, brama roztrzaskana
Tu spokoju nie ma, zaznam chwile pustki
Patrzą na mnie w mrokach istoty niechciane
Kim byłem, kim jestem i kim się kiedyś stanę
Kostuchy płaszcza tak chętnie łapałem
Teraz juz jej niema, nigdy nie powróci
Stanąłem dumnie twarz w przestworza wznosząc
I w dłonie klasnąłem w ciemności i mroku
Tańczyłem w tej pustce, pieśni dzikie nucąc
Tutaj jestem Panem, choć tego nie chciałem
sirAzgar
Słodka moja
Słodka moja
Słodka moja kiedy cię widziałem
Spoglądałaś na mnie z wielką radością
Witałaś wyciągniętymi ramionami
Lecz teraz dotyk zamieniłaś we mgłę
Słodka moja zawsze byłaś przy mnie
Dotyk dłoni twych tak ciepły
W bladych wspomnieniach wciąż jesteś tu
Pojmałaś mnie i zostawiłaś w samotności
O słodka moja ile już lat udręki
Kwiaty więdną na dłoniach mych
Stojąc na rozstajach dróg ja widzę tylko jedną
W ciemności wciąż wyłaniasz się
O słodka moja czym że jest czas
Na skrzypcach wicher gra
W szale swym drzewami gardzi
I fale pięścią swą unosi
O słodka moja kim jestem ja
Samotną bestią czy aniołem w bieli
Śmiertelna gra o słodka ma
O słodka ma.........
Słodka moja kiedy cię widziałem
Spoglądałaś na mnie z wielką radością
Witałaś wyciągniętymi ramionami
Lecz teraz dotyk zamieniłaś we mgłę
Słodka moja zawsze byłaś przy mnie
Dotyk dłoni twych tak ciepły
W bladych wspomnieniach wciąż jesteś tu
Pojmałaś mnie i zostawiłaś w samotności
O słodka moja ile już lat udręki
Kwiaty więdną na dłoniach mych
Stojąc na rozstajach dróg ja widzę tylko jedną
W ciemności wciąż wyłaniasz się
O słodka moja czym że jest czas
Na skrzypcach wicher gra
W szale swym drzewami gardzi
I fale pięścią swą unosi
O słodka moja kim jestem ja
Samotną bestią czy aniołem w bieli
Śmiertelna gra o słodka ma
O słodka ma.........
sirAzgar
Wejdź i przytul mnie
Wejdź i przytul mnie
Na skraju snu tam gdzie jawa
miesza się ze snem stanęłaś i ruchem dłoni zawołałaś mnie.
miesza się ze snem stanęłaś i ruchem dłoni zawołałaś mnie.
Chodź najdroższy towarzyszu
ukochany to nie sen, chodź i przytul
teraz mnie, umarłeś.
Tak wahałem się w tej prośbie
w duszy słysząc nuty dwie, ty nie żyjesz zawołałem, ach widziałem martwą cię.
Twojej dłoni dotykałem, twoje ciało tak jak lód, czym że jesteś nocna maro, ukazując mi ten cud.
Gdzie mam iść najdroższa moja, czy to jawa czy to sen, moje serce ciebie pragnie, chociaż strach zabija je.
Tak stanęłaś uśmiechnięta, jak za dawnych życia lat, jestem twoja chociaż zwiędła, nie istotny jest już czas.
Ach chwyciłem twoich dłoni, tych znajomych oczu blask, więc poprowadź mnie aniele, pójdę tam gdzie zastygł świat.
I poszliśmy w mroki, cienie, mgieł nieznanych, dziwny czar.
I na drogach nie poznanych, byłaś ty i byłem ja.
sirAzgar
ukochany to nie sen, chodź i przytul
teraz mnie, umarłeś.
Tak wahałem się w tej prośbie
w duszy słysząc nuty dwie, ty nie żyjesz zawołałem, ach widziałem martwą cię.
Twojej dłoni dotykałem, twoje ciało tak jak lód, czym że jesteś nocna maro, ukazując mi ten cud.
Gdzie mam iść najdroższa moja, czy to jawa czy to sen, moje serce ciebie pragnie, chociaż strach zabija je.
Tak stanęłaś uśmiechnięta, jak za dawnych życia lat, jestem twoja chociaż zwiędła, nie istotny jest już czas.
Ach chwyciłem twoich dłoni, tych znajomych oczu blask, więc poprowadź mnie aniele, pójdę tam gdzie zastygł świat.
I poszliśmy w mroki, cienie, mgieł nieznanych, dziwny czar.
I na drogach nie poznanych, byłaś ty i byłem ja.
sirAzgar
Luna
LUNA
O blasku, ciebie czciły wiedzmy na wzgórzach
Od zarania dziejów, taki niezwykły
Spoglądałem w górę, oblicze twe czując
O pani moja, ukochana Luno
Teraz w tej nocy, tak szczelnie skąpany
Wiem, że nie dojrzą mnie upiorów oczy
Czemu tak bardzo cię ukochałem
Aurę niezwykłej wręcz trupiej nocy
Ile już lat tak dajesz siłę
Jak drogi blask, mrocznym wędrowcom
Ten ciepła dotyk, niczym anioła
Tak dumnie kroczysz świat dookoła
Ostatni raz dziś tam spoglądam
W odmętów dal, strumienie czasu
Już idę spać, więc ciszą mnie okryj
Już idę spać, Luną otulony
sirAzgar
O blasku, ciebie czciły wiedzmy na wzgórzach
Od zarania dziejów, taki niezwykły
Spoglądałem w górę, oblicze twe czując
O pani moja, ukochana Luno
Teraz w tej nocy, tak szczelnie skąpany
Wiem, że nie dojrzą mnie upiorów oczy
Czemu tak bardzo cię ukochałem
Aurę niezwykłej wręcz trupiej nocy
Ile już lat tak dajesz siłę
Jak drogi blask, mrocznym wędrowcom
Ten ciepła dotyk, niczym anioła
Tak dumnie kroczysz świat dookoła
Ostatni raz dziś tam spoglądam
W odmętów dal, strumienie czasu
Już idę spać, więc ciszą mnie okryj
Już idę spać, Luną otulony
sirAzgar
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)